niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 8

Popatrzałam na Jamesa wrogo. Myślał on sobie, że pozwolę mu krzyczeć na swojego przyjaciela.
- Rosalie jak byś mnie wczoraj wysłuchała… - zaczął mówić coś James, ale nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Lecz się – warknęłam z dumą. Uczniowie idący przez hol zaczęli się na nas patrzeć. Mi to wcale nie przeszkadzało. W pewnej chwili usłyszałam ich szepty. We mnie kipiała złość. Wtem poczułam zapach dymu, czym się zdziwiłam. Chłopak, który wbijał we mnie wzrok w pewnym momencie krzyknął. Był to krzyk bólu, ponieważ bluza na ramieniu zaczęła się palić.
- O Boże – szepnęłam przerażona. Powoli zaczęłam cofać się do tyłu. Christian patrzał na mnie ze zdziwieniem, ale jego warzy zagościł uśmiech. Szybko odwróciłam się i zaczęłam biec w stronę głównego wyjścia. Gdy wybiegłam ze szkoły moją twarz owiał ciepły, lekki wiaterek. Szybko rozejrzałam się dookoła i mój wzrok padł na gęsty las rosnący nie daleko szkoły. Bez zastanowienia pobiegłam w jego stronę. Biegłam prosto przed siebie. Po trzydziestu minutach znalazłam się na niewielkiej polanie. Usiadłam na pniu zwalonego drzewa i schowałam twarz w swoich dłoniach. Gdy płakałam poczułam czyś dotyk na moim ramieniu. Automatycznie zerwałam się z  miejsca i spojrzałam się na obcego, który zakłócił mi spokój. OD razu poznałam kto to był. Był to James, którego prawie podpaliłam. – Proszę odejdź – szepnęłam z udawaną dumą w głosie. Chłopak nie posłuchał mnie i omijając pień drzewa podszedł do mnie. Wiedziałam, że James czuje mój smutek.
- Ej… Ros spokojnie – powiedział cicho patrząc na mnie bacznie. Z oczu poleciały mi łzy. Oparłam się o najbliższe drzewo i zjechałam na ziemię. Schowałam swoją twarz jak przedtem w swoje dłonie. Nie mogłam na niego patrzeć. Uświadomiłam sobie właśnie, że mogłam go zabić.
- Przepraszam nie panuję nad tym – rzekłam łkając. Poczułam, że chłopak siada obok mnie.
- Wybaczam Ci Ros. Nie potrafię się długo gniewać na swoich przyjaciół, ale proszę wysłuchaj mnie – poprosił pocieszając mnie. Spojrzałam na twarz chłopaka i się zdziwiłam. Na jego bladej twarzy widniał uśmiech. Po chwili na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Dobrze wysłucham Cię, ponieważ ze mną coś się dzieje
- Co takiego – spytał mnie zaciekawiony.
Wczoraj zaatakował mnie największy wilk jakiego widziałam. Gdy się wywaliłam w myślach prosiłam o pomoc i w pewnym momencie wokół wilka zapalił się krąg ognia. W pewnym momencie znikł, ale wiem, że nie przeskoczył płomieni – powiedziałam powoli wszystko Jamesowi. – Dzisiaj zauważyłam, że Christian ma poparzony bark, a wilk się też poparzył, ponieważ słyszałam skomlenie.
- Rosalie nie będę cię oszukiwał. Ten wilk to był Christian i znam go dłużej niż ty – odparł z dumą James.
- Na serio do znasz – spytałam go z nie dowierzaniem.
- Ok zaczynamy rozmowę. – powiadomił mnie.
- No ok. to mów.
- No więc pochodzę z krainy Greenland, a dokładniej z państwa, który nazywa się Akwitania. Kiedyś całym państwem rządził twój przodek Dariusz I Drak. Jego najlepszym przyjacielem i drugim najważniejszym człowiekiem w kraju był Mikael I z rodu Valdescu – powiedział z dumą James zaczynając opowiadać – Byli najlepszymi przyjaciółmi jednak pewnego dnia wszystko się zepsuło. Mikael chciał czegoś więcej dla swojego rodu. Zbuntował większość rodów i tak wybuchł bunt przeciw Drakom. Wybuchła wojna, w której tysiące ludzi straciło życie. Dobrze, że nie zbuntował innych krajów. I tak nasza ojczyzna podzieliła się na dwie części, a Drakowie nie są już tak potężni. 
- O Boże – szepnęłam głośno patrząc na chłopaka. – A co z wilkami? 
- A no właśnie. Wszyscy mieszkańcy zmieniają się w wilki po skończeniu piętnastu lat następuje pierwsza przemiana. Jeśli tego nie zrobią po ukończeniu szesnastu lat w pewnej chwili co jakiś czas będzie człowieka przeszywał ból w czaszce, który z dnia nadzień zwiększa się. I po roku zamiera. 
- Czyli jak pochodzę z tej krainy to tez mogę się zmienić w wilka – spytałam go dodając – Tylko, ,że ja już mam szesnaście lat. 
- Dawno nie byłaś w Akwitanii, więc wilk twój jakby jest w uśpieniu. Gdy wrócisz do krainy stopniowo zacznie się w tobie przebudzać. 
- A na ziemi potraficie przemieniać się w wilki – zapytałam zaciekawiona.
- No pewnie – odparł i wstał ze ziemi, na której siedział razem ze mną. Odszedł kilka kroków i nim się spojrzałam przede mną stał piękny, szary wilk. Po chwili James w formie wilka podszedł do mnie i polizał mnie w prawy policzek. Zaśmiałam się i pogłaskałam go po głowie. 
- Masz miękkie i fajnie futro – szepnęłam przytulając się do niego. 
- Nie muszę się chwalić, ale wiem to – pochwalił się zmieniając się powrotem w człowieka. Z powrotem usiadł obok mnie na ziemi. 
- A co z mocami? 
- Każdy ma kilka mocy. Oczywiście nie tylko panowanie nad żywiołami. Ty panujesz nad ogniem. – zauważył.
- Tak – powiedziałam stanowczo i wyciągnęłam dłoń, w której zapaliła się mała pochodnia. 
- Panujesz nad tym – oznajmił zadowolony. 
- Sama się nauczyłam – pochwaliłam się śmiejąc się przy tym. 
- A wiesz, ze jestem twoim kuzynem? 
- Nie miałam o tym pojęcia – powiedziałam zdziwiona szybko patrzac na niego. 
- Twoja matka była siostra mojego ojca. 
- Teraz rozumiem kuzynie – rzekłam bawiąc się ogniem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz