Chrystian:
W pewnej chwili wokół mnie zapalił się ogień. Zdziwiony spojrzałem na dziewczynę. Jednak to ona. Myślałem, że uda mi się dzisiaj ją zabrać do ojczyzny, ale bardzo się myliłem. Dowiedziałem się bardzo ważnych rzeczy tego dnia. Wtem ogień dotknął mojego ramienia. Jeszcze raz spojrzałem na Ros i teleportowałem się do krainy. Wylądowałem w krzakach blisko granicy z terenami wrogów. Przemieniłem się w swoją ludzką postać i zacząłem oglądać swoje ciało. Miałem poparzone ramie i nogę. Teleportowałem się do głównej twierdzy mojego rodu. Przed drzwiami głównymi stało dwóch wartowników.
- Czego tu szukasz – spytał mnie jeden z nich. Spojrzałem na niego groźnie.
- Jestem Chrystian Valdescu psie i jestem kuzynem panicza Lucjusz! Radzę Ci się tak do mnie nie odzywać, bo pożałujesz– warknąłem. Ci dwaj wyprostowali się i otworzyli wrota. Wszedłem z dumą do wielkiego holu. Skierowałem się do apartamentów mojego kuzyna. Gdy tam wszedłem Luc stał przy oknie patrząc na wielki ogród. Usiadłem na wielkim fotelu.
- Nie ładnie wchodzić bez pukania – powiedział odwracając się do mnie. Na jego bladej warzy gościł uśmiech.
- Znalazłem ją Luc – odpowiedziałem.
- Co Ci się stało?
- Twoja przyrzeczona zażyczona podpaliła mnie prawie – warknąłem przez zęby.
- A jednak moce zaczynają się odzywać – odparł siadając naprzeciwko mnie.
- Zgadza się Luc, ale mamy małą przeszkodę.
- Jaką znowu – spytał mnie.
- Nasz wróg też postanowił ją znaleźć
- Nie możemy do tego dopuścić – krzyknął Lucjusz wstając. Na koniec walną pięścią w stół. – Nasz ją sprowadzić przed nimi
- Jak sobie życzysz – powiedziałem i wyszedłem z salony kuzyna. Musiałem doprowadzić się do porządku i wrócić na ziemię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz