sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział I

- Rosalie wstawaj! – krzyknęła głośno mama córkę z kuchni. Wystawiłam głowę spod kołdry
i spojrzałam na budzik, który wskazywał 6:45. Taylor miała przyjechać po mnie jak zawsze o 7.45, więc nie musiałam się śpieszyć. Ściągnęłam kołdrę z ramion i przewróciłam się na plecy patrząc na sufit. Zawsze robiłam tak budząc się rano. I rozmyślając jak będzie wyglądał jej dzień. Równo o siódmej wygramoliłam się z łóżka i poszłam wziąć porządny prysznic. Po porannej toalecie ubrałam obcisłe jeansy, biały top z wieżą Efflie i na to czarną bluzę. Na nogi włożyłam nowe szare trampki sięgające jej do kostek. Swoje piękne blond włosy spięłam w koński ogon. Zabrawszy torbę z książkami zeszłam na dół i skierowałam się prosto do kuchni. W kuchni zastałam swoją mamę, która jak zawsze o tej porze zaczynała szykować się do pracy.
- Dzień Dobry. – powiedziała mama z entuzjazmem do mnie stawiając na stole kawę i tosty z serem. Ziewnęłam i przytaknęłam ruchem głowy.
- Hej mamo. – powiedziałam siadając  na krześle i upijając łyk ciepłej kawy.
- Wyspałaś się? – zapytała kobieta siadając naprzeciwko mnie i.
- Nie, do dwudziestej trzeciej uczyłam się do testy z Historii i Chemii. – powiedziałam gryząc kawałek tosta.
- I nauczyłaś się?
- Historię tak, ale z chemii nie do końca. – powiedziałam patrząc na matkę i uśmiechając się lekko.
- I tak masz bardzo dobre oceny Rosalie. Nie martw się ten test z chemii tez pójdzie Ci dobrze.
- Przecież wiem, dla mnie to żadna nowość, ze dostanę pozytywną ocenę. –powiedziawszy to zjadłam ostatni kawałek tosta i dopiłam do końca swoją kawę. W kuchni zapadła głucha cisza, której nie mogłam znieść. Wtem w mojej torbie zaczął brzęczeć telefon.
- Przepraszam to pewnie Taylor. – powiedziawszy to wyciągnęłam z torby telefon. Nie miliłam się kto przysłał mi wiadomość.  Do mnie napisała moja koleżanka, którą znałam od dzieciństwa.
                                                                            ***
Hej Ros!
Bardzo Cię przepraszam dzisiaj nie przyjadę po ciebie, ponieważ wypadło mi coś. Nie będzie mnie na dwóch pierwszych lekcjach. Może po szkole pójdziemy na kawę? Spotkamy się w szkole jeszcze raz przepraszam.
                                                                            ***
- Po prostu świetnie. – powiedziałam gniewnie wstając z krzesła pędząc do korytarza.
- Co się stało? – zapytała opiekuńczo kobieta.
- Tylor coś wypadło i musze jechać autobusem. –szybko ubrałam cienki granatowy płaszcz i szybko wybiegłam z domu. Do przyjazdu autobusu zostało mi cztery minuty a do przystanku nie miałam tak blisko. Na szczęście szybko biegałam i w ciągu trzech minut znalazłam się na przystanku. Akurat za zakrętem pojawił się autobus. Szybko poprawiłam swoje włosy. Autobus stanął a ja szybko wsiadłam do niego.
   Gdy znalazła się w środku popatrzała na siedzenia. W oddali Rosalie zobaczyła swojego przyjaciela Christiana. Powoli skierowała się w stronę przyjaciela. Chłopak na nią spojrzał i uśmiechnął się.
- Cześć Ros! – powiedział przyjaźnie zabierając plecak z siedzenia, aby dziewczyna usiadła.
- Hej Chris, co tam u ciebie? – zapytała dziewczyna siadając obok przyjaciela.
-  Jak zawsze dobrze. Zdziwiłem się, że ty jedziesz autobusem. – Powiedział uśmiechając się.
- Taylor coś wypadło, więc musiałam jechać autobusem, ale chociaż mam z kim pogadać.
- Napisała mi wczoraj, że jej nie będzie na dwóch pierwszych lekcjach. A umiesz na  sprawdziany? – zapytał chłopak sprawdzając coś w telefonie.
- A jak myślisz przyjacielu? – zapytała Rosalie wyciągając z torby zeszyt z chemii.
- Sądzę, że tam. Ja niestety nie umiem z historii, bo miałem do późna trening.

- Treningi są ważniejsze od nauki. – powiedziała Rosalie patrząc na widok z okna. Chłopak nic nie powiedział tylko pisał coś na telefonie. Rosalie postanowiła, że pouczy się jeszcze z chemii. Jechali już piętnaście minut. Po chwili zatrzymali się przed szkołą. Dziewczyna poczekała aż wszyscy wysiądą. Nie lubiła pchać się więc nauczyła się czekać. Gdy Rosalie wysiadła z autobusu z Christianem. Rosalie poczuła, że ktoś obserwują ją. Szybko popatrzała za siebie i się wystraszyła. Po drugiej stronie ulicy w cieniu stał chłopak w jej wieku. Był ubrany w modne czarne jeansy i doskonale dopasowaną koszulę. Na nogach miał czarne buty i był okryty długim czarnym płaszczem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz