niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 8

Popatrzałam na Jamesa wrogo. Myślał on sobie, że pozwolę mu krzyczeć na swojego przyjaciela.
- Rosalie jak byś mnie wczoraj wysłuchała… - zaczął mówić coś James, ale nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Lecz się – warknęłam z dumą. Uczniowie idący przez hol zaczęli się na nas patrzeć. Mi to wcale nie przeszkadzało. W pewnej chwili usłyszałam ich szepty. We mnie kipiała złość. Wtem poczułam zapach dymu, czym się zdziwiłam. Chłopak, który wbijał we mnie wzrok w pewnym momencie krzyknął. Był to krzyk bólu, ponieważ bluza na ramieniu zaczęła się palić.
- O Boże – szepnęłam przerażona. Powoli zaczęłam cofać się do tyłu. Christian patrzał na mnie ze zdziwieniem, ale jego warzy zagościł uśmiech. Szybko odwróciłam się i zaczęłam biec w stronę głównego wyjścia. Gdy wybiegłam ze szkoły moją twarz owiał ciepły, lekki wiaterek. Szybko rozejrzałam się dookoła i mój wzrok padł na gęsty las rosnący nie daleko szkoły. Bez zastanowienia pobiegłam w jego stronę. Biegłam prosto przed siebie. Po trzydziestu minutach znalazłam się na niewielkiej polanie. Usiadłam na pniu zwalonego drzewa i schowałam twarz w swoich dłoniach. Gdy płakałam poczułam czyś dotyk na moim ramieniu. Automatycznie zerwałam się z  miejsca i spojrzałam się na obcego, który zakłócił mi spokój. OD razu poznałam kto to był. Był to James, którego prawie podpaliłam. – Proszę odejdź – szepnęłam z udawaną dumą w głosie. Chłopak nie posłuchał mnie i omijając pień drzewa podszedł do mnie. Wiedziałam, że James czuje mój smutek.
- Ej… Ros spokojnie – powiedział cicho patrząc na mnie bacznie. Z oczu poleciały mi łzy. Oparłam się o najbliższe drzewo i zjechałam na ziemię. Schowałam swoją twarz jak przedtem w swoje dłonie. Nie mogłam na niego patrzeć. Uświadomiłam sobie właśnie, że mogłam go zabić.
- Przepraszam nie panuję nad tym – rzekłam łkając. Poczułam, że chłopak siada obok mnie.
- Wybaczam Ci Ros. Nie potrafię się długo gniewać na swoich przyjaciół, ale proszę wysłuchaj mnie – poprosił pocieszając mnie. Spojrzałam na twarz chłopaka i się zdziwiłam. Na jego bladej twarzy widniał uśmiech. Po chwili na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Dobrze wysłucham Cię, ponieważ ze mną coś się dzieje
- Co takiego – spytał mnie zaciekawiony.
Wczoraj zaatakował mnie największy wilk jakiego widziałam. Gdy się wywaliłam w myślach prosiłam o pomoc i w pewnym momencie wokół wilka zapalił się krąg ognia. W pewnym momencie znikł, ale wiem, że nie przeskoczył płomieni – powiedziałam powoli wszystko Jamesowi. – Dzisiaj zauważyłam, że Christian ma poparzony bark, a wilk się też poparzył, ponieważ słyszałam skomlenie.
- Rosalie nie będę cię oszukiwał. Ten wilk to był Christian i znam go dłużej niż ty – odparł z dumą James.
- Na serio do znasz – spytałam go z nie dowierzaniem.
- Ok zaczynamy rozmowę. – powiadomił mnie.
- No ok. to mów.
- No więc pochodzę z krainy Greenland, a dokładniej z państwa, który nazywa się Akwitania. Kiedyś całym państwem rządził twój przodek Dariusz I Drak. Jego najlepszym przyjacielem i drugim najważniejszym człowiekiem w kraju był Mikael I z rodu Valdescu – powiedział z dumą James zaczynając opowiadać – Byli najlepszymi przyjaciółmi jednak pewnego dnia wszystko się zepsuło. Mikael chciał czegoś więcej dla swojego rodu. Zbuntował większość rodów i tak wybuchł bunt przeciw Drakom. Wybuchła wojna, w której tysiące ludzi straciło życie. Dobrze, że nie zbuntował innych krajów. I tak nasza ojczyzna podzieliła się na dwie części, a Drakowie nie są już tak potężni. 
- O Boże – szepnęłam głośno patrząc na chłopaka. – A co z wilkami? 
- A no właśnie. Wszyscy mieszkańcy zmieniają się w wilki po skończeniu piętnastu lat następuje pierwsza przemiana. Jeśli tego nie zrobią po ukończeniu szesnastu lat w pewnej chwili co jakiś czas będzie człowieka przeszywał ból w czaszce, który z dnia nadzień zwiększa się. I po roku zamiera. 
- Czyli jak pochodzę z tej krainy to tez mogę się zmienić w wilka – spytałam go dodając – Tylko, ,że ja już mam szesnaście lat. 
- Dawno nie byłaś w Akwitanii, więc wilk twój jakby jest w uśpieniu. Gdy wrócisz do krainy stopniowo zacznie się w tobie przebudzać. 
- A na ziemi potraficie przemieniać się w wilki – zapytałam zaciekawiona.
- No pewnie – odparł i wstał ze ziemi, na której siedział razem ze mną. Odszedł kilka kroków i nim się spojrzałam przede mną stał piękny, szary wilk. Po chwili James w formie wilka podszedł do mnie i polizał mnie w prawy policzek. Zaśmiałam się i pogłaskałam go po głowie. 
- Masz miękkie i fajnie futro – szepnęłam przytulając się do niego. 
- Nie muszę się chwalić, ale wiem to – pochwalił się zmieniając się powrotem w człowieka. Z powrotem usiadł obok mnie na ziemi. 
- A co z mocami? 
- Każdy ma kilka mocy. Oczywiście nie tylko panowanie nad żywiołami. Ty panujesz nad ogniem. – zauważył.
- Tak – powiedziałam stanowczo i wyciągnęłam dłoń, w której zapaliła się mała pochodnia. 
- Panujesz nad tym – oznajmił zadowolony. 
- Sama się nauczyłam – pochwaliłam się śmiejąc się przy tym. 
- A wiesz, ze jestem twoim kuzynem? 
- Nie miałam o tym pojęcia – powiedziałam zdziwiona szybko patrzac na niego. 
- Twoja matka była siostra mojego ojca. 
- Teraz rozumiem kuzynie – rzekłam bawiąc się ogniem. 

Rozdział 6

James:
Nie chciało mi się dzisiaj iść do szkoły. Wszystko przez tą cholerną kłótnię z Rosalie. Źle wyobraziłem sobie tę rozmowę z nią. Po wejściu do szkoły skierowałem się w stronę swojej szafli, gdzie postanowiłem czekać na dziewczynę. Musiałem z nią porozmawiać. Gdy czekałem oparty o szafki podeszła do mnie nie znana mi dziewczyna. Szybko nawiązałem z nią kontakt i zacząłem z nią rozmawiać. W pewnej chwili poczułem, że ktoś mnie obserwuje. Gdy spojrzałem w lewo zobaczyłem Ros, która patrzała się na mnie. Po kilku sekundach odeszła do swojej szafki z obojętną miną. Westchnąłem cicho. W pewnej chwili do niej podszedł Chrystian. Moje mięśnie momentalnie spięły się. Miałem już serdecznie dość tego porąbanego chłopaka. Był moim wrogiem. Nie raz w ojczyźnie stawałem z nim do walki, ale tylko raz wygrałem. W pewnym momencie on pocałował ją. Wszystko się we mnie zagotowało. Pożegnałem się z dziewczyna ( Annabeth tak miała na imię ) i poszedłem czym prędzej w ich stronę. Odciągnąłem dziewczynę do Chrisa.
- Zostaw ją – warknąłem patrząc prosto w oczy chłopakowi. Ten uśmiechnął się wrogo.
- Czego chcesz nowy – spytał mnie.
- Zostaw ją rozumiesz! Nie skrzywdzisz jej – krzyknąłem popychając go na szafki. W pewnej chwili Christian szybko się podniósł i przywalił mi w brzuch.
- Dosyć – krzyknęła w pewnej chwili władczo Rosalie. Ja i wróg spojrzeliśmy na nią. Na jej twarzy widniała dumna mina. Szybko stanęła pomiędzy nami.
- Odejdź – powiedział spokojnie Chris do nie. – To sprawa między mną a nim.
- Ma on rację – prychnąłem.
- Zostaw mojego przyjaciela idioto! – krzyknęła do mnie czym się zdziwiłem.

Rozdział 5

- Co do cholery – zapytałam sama siebie. Ogień nadal się palił, a ja nie wiedziałam co zrobić. Musiałam go jakoś zgasić – Ehh… zgaśnij – pomyślałam i wtem nie oczekiwanie ogień zgasł. Szybko wstałam ze ziemi i pobiegłam czym prędzej do domu. Od razu zamknęłam wszystkie drzwi i okna. Skierowałam się w stronę schodów, które prowadziły do mojego pokoju. Poszłam do swojej łazienki i odkręciłam wodę, która zaczęła stopniowo napełniać wannę. Dolałam do wody lawendowy płyn, który ukajał moje nerwy. Wzięłam długą, odprężającą kąpiel. Następnie przebrałam się i usiadłam na swoim łóżku. Złożyłam swoje ręce i patrzałam na nie. – Zapal się – szepnęłam i wtem w moich dłoniach zapalił się ogień, który nie parzył moich rąk. Zdziwiłam się tym bardzo. Będę musiała koniecznie o tym powiedzieć Taylor. Wtem przyszło mi do głowy, że moja przyjaciółka nie była w szkole. Sięgnęłam szybko do swojej torby, aby wyciągnąć z niego swój telefon. Wybrałam numer koleżanki i czekałam aż odbierze. Niestety nie doczekałam się. Po dwóch razach dałam za wygraną. Przez kilka następnych minut bawiłam się moją nową, lecz dziwną zdolnością. Następnie odrobiłam szybko lekcje i sięgnęłam po swój nowy, biały laptop. Razem z nim usiadłam na łóżku. Weszłam na Facebooka, na którym się nic ciekawego nie działo. Wpisałam w przeglądarkę  o panowaniu nad ogniem. Nic niestety ciekawego nie znalazłam, ponieważ to same bajki. Musiałam nauczyć się panować nad swoją nowa zdolnością. Gdy było po dwudziestej drugiej położyłam się spać. Rano obudził mnie budzik. Usiadłam na łóżku przecierając zaspane jeszcze oczy. Na szczęście nie śniły mi się koszmary jak zwykle. Otworzyłam okno i okazało się, ze dzień jest wręcz upalny. Ubrałam na siebie niebieskie shorty, szarą bokserkę i długa koszulę w kratę. Na nogi włożyłam swoje czarne Conwersy. Długie, czarne włosy spięłam w warkocza, który opadał mi na lewy bark. Wzięłam torbę i zeszłam po cichu na dół.  Skierowałam się w stronę kuchni. Szybko zaparzyłam sobie mocną kawę. Po śniadaniu wzięłam z szafki kluczyki do swojego samochodu. W domu panowała grobowa cisza. Moja mama wróciła dzisiaj nad ranem. Poszłam do garażu. Wsiadłam do swojego BMW i założyłam na oczy okulary przeciwsłoneczne. Torbę rzuciłam na miejsce pasażera. Droga do szkoły ciągnęła się w nieskończoność. Zajęłam ostatnie wolne miejsce na parkingu w zacienionym miejscu. Gdy weszłam do szkoły zobaczyłam Jamesa, który rozmawiał z nie znaną mi dziewczyną. Gdy spojrzał na mnie spiorunowałam go wzrokiem i obojętnie poszłam w stronę swojej szafki. Gdy wkładałam do niej nie potrzebne książki poczułam, że ktoś stoi obok nie. Spojrzałam na tą osobę i uśmiechnęłam się. Ściągnęłam okulary, które powiesiłam na swojej bluzce.
- Hej Ros, czemu nie zadzwoniłaś – spytał mnie Chris uśmiechając się.
- Przepraszam kompletnie zapomniałam – odpowiedziałam zakłopotana. W pewnej chwili zobaczyłam przez jego koszulkę jakieś wielkie rany na ramieniu. Chłopak zauważył, że się na niego patrzę.
- Co się tak patrzysz?
- Masz poparzone ramie – zauważyłam podchodząc do chłopaka.

- E… wiem oparzyłem się wczoraj, ale mnie nie boli – odparł. Gdy chciałam coś powiedzieć Christian pocałował mnie. Kompletnie zdziwiona odwzajemniłam pocałunek. Mój przyjaciel ujął swoimi dłońmi delikatnie moją twarz. Wtem poczułam jak ktoś odciąga mnie do tyłu…

Rozdział 4

Chrystian:
W pewnej chwili wokół mnie zapalił się ogień. Zdziwiony spojrzałem na dziewczynę. Jednak to ona. Myślałem, że uda mi się dzisiaj ją zabrać do ojczyzny, ale bardzo się myliłem. Dowiedziałem się bardzo ważnych rzeczy tego dnia. Wtem ogień dotknął mojego ramienia. Jeszcze raz spojrzałem na Ros i teleportowałem się do krainy. Wylądowałem w krzakach blisko granicy z terenami wrogów. Przemieniłem się w swoją ludzką postać i zacząłem oglądać swoje ciało. Miałem poparzone ramie i nogę. Teleportowałem się do głównej twierdzy mojego rodu. Przed drzwiami głównymi stało dwóch wartowników.
- Czego tu szukasz – spytał mnie jeden z nich. Spojrzałem na niego groźnie.
- Jestem  Chrystian Valdescu psie i jestem kuzynem panicza Lucjusz! Radzę Ci się tak do mnie nie odzywać, bo pożałujesz– warknąłem. Ci dwaj wyprostowali się i otworzyli wrota.  Wszedłem z dumą do wielkiego holu. Skierowałem się do apartamentów mojego kuzyna. Gdy tam wszedłem Luc stał przy oknie patrząc na wielki ogród. Usiadłem na wielkim fotelu.
- Nie ładnie wchodzić bez pukania – powiedział odwracając się do mnie. Na jego bladej warzy gościł uśmiech.
- Znalazłem ją Luc – odpowiedziałem.
- Co Ci się stało?
- Twoja przyrzeczona zażyczona podpaliła mnie prawie – warknąłem przez zęby.
- A jednak moce zaczynają się odzywać – odparł siadając naprzeciwko mnie.
- Zgadza się Luc, ale mamy małą przeszkodę.
- Jaką znowu – spytał mnie.
- Nasz wróg też postanowił ją znaleźć
- Nie możemy do tego dopuścić – krzyknął Lucjusz wstając. Na koniec walną pięścią w stół. – Nasz ją sprowadzić przed nimi
- Jak sobie życzysz – powiedziałem i wyszedłem z salony kuzyna. Musiałem doprowadzić się do porządku i wrócić na ziemię.

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział III

Chłopak spojrzał na mnie . Myślałam, że się na mnie obraził, ale po chwili uśmiechnął się.
- Nic się nie stało. Jesteś po prostu wkurzona, że musisz się mnie wprowadzić w mury szkoły. –powiedział do mnie szczerze.
- Dzięki, teraz masz fizykę a ja biologię. Ale nie martw się jak będzie dwie minuty przed końcem lekcji to przyjdę pod twoją klasę. – oznajmiłam wychodząc z klasy. Szliśmy w ciszy, a na nowego ucznia patrzyli inni uczniowie. Czułam się jakoś nie swojo.
- Rosalie, a może dzisiaj pójdziemy omówić plan projektu?- zapytał a ja nie wiedziałam co powiedzieć. W końcu Taylor zaproponowała mi kawę.
- No mam wolne po szkole.
- No to jesteśmy umówieni?
- Tak. – powiedziałam patrząc się przed siebie. Wtem na końcu korytarza zobaczyłam swojego przyjaciela Chrisa, który rozmawiał z kolegom z drużyny. Chris był ode mnie o rok starszy, ale normalnie dogadywaliśmy się. Gdy mnie zobaczył powiedział coś do swojego przyjaciela, który skierował się w stronę Sali od fizyki.
- Ros!- krzyknął do mnie, a ja podeszłam do niego razem z Jamesem.
- I jak sprawdzian? – zapytał uśmiechając się do mnie.
- Nie było nauczycielki, bo się rozchorowała.
- A cha … - nie dokończył zdania, ponieważ zobaczył nowego ucznia.
- Poznaj nowego ucznia Jamesa Starka. Będzie chodził ze mną do klasy.
- Miło mi Cię poznać – powiedział Christian oschle. – Rosalie mogę z tobą pogadać na osobności?
- Rosalie będę czekał niedaleko. – powiedział James odchodząc. Spojrzałam szybko na przyjaciela, który uśmiechnął się do nie.
- Ros czy masz palny na wieczór w sobotę? – zapytał chłopak patrząc w moje szare oczy. Bardzo zdziwiłam się jego pytaniem. Myślałam, że bardziej lubi Taylor niż mnie. Pasowali do siebie.
- Nie mam, a co? – zapytałam zaciekawiona. Czekałam kilka chwil na odpowiedź. Widziałam po przyjacielu, że jest spięty. – No mów, bo nam przerwy nie starczy.
- Pomyślałem, że może pójdziemy do kina na jakiś film. – powiedział szybko. Zdziwiłam się bardzo, że mój przyjaciel o takie coś zapytał. Widać, że jeszcze do dobrze nie znałam.
- Ok nie ma sprawy pójdę z tobą. – odparłam szczerze do przyjaciela. Widać było po nim, że się rozluźnił. – Mam małe pytanie.
- No to pytaj Rosalie.
- Myślałam, że podoba Ci się Taylor a nie ja. – powiedziałam powoli robiąc się cała czerwona. Chłopak zaczął się śmieć.
- Na początku tak było, że ona mi się spodobała, bo ją lepiej poznałem. Ale przy tobie inaczej się czuje Ros.
- Na serio tak jest? – zapytałam całkowicie zaskoczona odpowiedzią Christiana.
- No ta, ale wiesz Taylor kreci z Bastien’em.
- A ona mi nic nie powiedziałam a niby jest moją przyjaciółką. – powiedziałam smutno. Po chwili zadzwonił  dzwonek na lekcje. Akurat teraz, gdy poznałam nowe fakty. – Zadzwoń do mnie wieczorem ok.
- Ok., to do wieczora! – krzyknął biegnąc na lekcje. Spojrzałam na Jamesa, który podszedł do mnie.
- Idź do tej klasy. – powiedziałam zaprowadzając go do drzwi. Szybko pobiegłam na biologię. W sumie miałam jeszcze cztery lekcje. Do domu miałam wracać o czternastej, ale umówiłam się na kawę z nowym uczniem. Wolnym krokiem wyszłam ze szkoły i poszłam do najbliższej i dobrze znanej mi kawiarni. Wtem popatrzałam na niebo, po którym zaczęły płynąć ciemne deszczowe chmury. Jeszcze tego brakowało. – powiedziałam sobie w myślach. Przez okno zobaczyłam siedzącego Jamesa, który czytał książkę. 

Rozdział II

Stałam jak posąg i nie wiedziałam ci mam robić. Zakłopotany Christian lekko uderzył mnie w ramię, ale ja nadal stałam jak wryta.
- Rosalie, co jest? – zapytał mnie opiekuńczo. Szybko się poruszyłam patrząc w oczy przyjaciela.
- Nic mi nie jest. – skłamałam poprawiając torbę, która ześlizgnęła mi się  z ramienia.
- Na pewno, jak co to mów. – powiedział łapiąc mnie  za rękę a ja  się zarumieniłam. – Idziemy do szkoły.
- Tak, bo się spóźnimy. – powiedziałam i szybko poszłam za Christianem. Byłam wdzięczna przyjacielowi za jego reakcję. Dobrze, że był razem ze mną.
***

Po kilku chwilach od całego zajścia siedziała już w ławce. Cała moja klasa dowiedziała się, że nauczycielka Chemii rozchorowała się i będą mieć Historie. Niestety ja sama siedziałam w ławce, ponieważ Taylor jeszcze nie przyjechała.
- Witam szanowną klasę, jak już wiecie pani Anderson zachorowała i nie będzie jej cały tydzień. Dzisiaj będziecie mieć historię. Dzisiaj testu  z chemii nie będzie, ale się nie cieszcie będzie on w następny piątek. Na dzisiejszej lekcji zaczniecie pracować nad projektem w parach. Tak jak siedzicie w ławce. – powiedziała nauczycielka od historii. Wtem do klasy wszedł dyrektor szkoły i zaczął rozmawiać z nauczycielkom. Po kilku chwilach dyrektor Redbird przemówił.
- Drodzy uczniowie wasza klasa się powiększy o jednego ucznia! – powiedział z dumą dyrektor a cała klasa zaczęła po cichu dyskutować. Tylko ja siedziałam cicho, bo nie miałam z kim pogadać. Wtem do klasy wszedł ten chłopak, którego widziałam przed szkołom.
- Droga klaso poznajcie Jamesa Starka i taktujcie go jak waszego przyjaciela. – powiedziała głośno pani Montgomery. Chłopak stanął na środku klasy i się uśmiechnął. Moim zdanie miał ładny uśmiech. Jessica i jej „ damy dworu’’ zaczęły chichotać zresztą jak inne dziewczyny. – Chyba tylko ja jestem normalna. – powiedziałam sobie w myślach pisząc coś w zeszycie, ale wtem usłyszałam jak dyrektor mówi do chłopaka.
- Jamesie przez cały ten tydzień będzie się tobą zajmować Rosalie Jeakson. – na te słowa spojrzałam przestraszona na dyrektora. Wiedźma Jessica i cała klasa przestali przeżywać.
- Ale…ja… - chciałam powiedzieć co myślę o tym pomysłem, ale przerwała nam wychowawczyni.
- Żadne, ale ty się do tego najbardziej nadajesz Rosalie. – powiedziała pani Montgomery.
- No dobrze. – westchnęłam siadając prosto na krześle.
- Wspaniale! Jamesie usiądź do Rosalie. Będziesz z nią siedzieć na każdej Historii.
- Proszę pani, ale ja siedzę z Taylor i…
- Już postanowione. – powiedział dyrektor wychodząc z klasy. Chłopak usiadł obok mnie. Ja odwróciłam się i udawałam, że czytam notatkę z poprzedniej lekcji. Wtem wychowawczyni napisała na tablicy temat.
- Każda para teraz wylosuje temat projektu. Na przygotowanie projektu macie całe dwa tygodnie. – powiedziała wyciągając z biurka metalową miseczkę w której były poskładanie karteczki. – Zaczniemy od Rosalie i Jamesa.
- Ale ja miałam robić projekt z Ta…
- Losuj Rosalie i nie gadaj. – powiedziała złośliwie nauczycielka.
- Niech nowy losuje. – bąknęłam przepisując temat do zeszytu. Chłopka sięgnął do miseczki i wziął kartkę. Nie miałam zamiaru na niego patrzeć. Wtem poczułam lekkie pukanie w ramię. Spojrzałam szybko w tamtą stronę.
-  Mamy przygotować projekt o Państwie Króla Artura. – powiedział uśmiechając się. Ja nic nie powiedziałam tylko skinęłam głową. Zaczęłam udawać, że coś szukam w podręczniku. Po dziesięciu minutach zadzwonił dzwonek. Szybko się spakowałam i skierowałam się w stronę drzwi. I zapomniałam, że miałam „ opiekować’’ nowym uczniem.
- Przepraszam. – powiedziałam podchodząc do niego.

Rozdział I

- Rosalie wstawaj! – krzyknęła głośno mama córkę z kuchni. Wystawiłam głowę spod kołdry
i spojrzałam na budzik, który wskazywał 6:45. Taylor miała przyjechać po mnie jak zawsze o 7.45, więc nie musiałam się śpieszyć. Ściągnęłam kołdrę z ramion i przewróciłam się na plecy patrząc na sufit. Zawsze robiłam tak budząc się rano. I rozmyślając jak będzie wyglądał jej dzień. Równo o siódmej wygramoliłam się z łóżka i poszłam wziąć porządny prysznic. Po porannej toalecie ubrałam obcisłe jeansy, biały top z wieżą Efflie i na to czarną bluzę. Na nogi włożyłam nowe szare trampki sięgające jej do kostek. Swoje piękne blond włosy spięłam w koński ogon. Zabrawszy torbę z książkami zeszłam na dół i skierowałam się prosto do kuchni. W kuchni zastałam swoją mamę, która jak zawsze o tej porze zaczynała szykować się do pracy.
- Dzień Dobry. – powiedziała mama z entuzjazmem do mnie stawiając na stole kawę i tosty z serem. Ziewnęłam i przytaknęłam ruchem głowy.
- Hej mamo. – powiedziałam siadając  na krześle i upijając łyk ciepłej kawy.
- Wyspałaś się? – zapytała kobieta siadając naprzeciwko mnie i.
- Nie, do dwudziestej trzeciej uczyłam się do testy z Historii i Chemii. – powiedziałam gryząc kawałek tosta.
- I nauczyłaś się?
- Historię tak, ale z chemii nie do końca. – powiedziałam patrząc na matkę i uśmiechając się lekko.
- I tak masz bardzo dobre oceny Rosalie. Nie martw się ten test z chemii tez pójdzie Ci dobrze.
- Przecież wiem, dla mnie to żadna nowość, ze dostanę pozytywną ocenę. –powiedziawszy to zjadłam ostatni kawałek tosta i dopiłam do końca swoją kawę. W kuchni zapadła głucha cisza, której nie mogłam znieść. Wtem w mojej torbie zaczął brzęczeć telefon.
- Przepraszam to pewnie Taylor. – powiedziawszy to wyciągnęłam z torby telefon. Nie miliłam się kto przysłał mi wiadomość.  Do mnie napisała moja koleżanka, którą znałam od dzieciństwa.
                                                                            ***
Hej Ros!
Bardzo Cię przepraszam dzisiaj nie przyjadę po ciebie, ponieważ wypadło mi coś. Nie będzie mnie na dwóch pierwszych lekcjach. Może po szkole pójdziemy na kawę? Spotkamy się w szkole jeszcze raz przepraszam.
                                                                            ***
- Po prostu świetnie. – powiedziałam gniewnie wstając z krzesła pędząc do korytarza.
- Co się stało? – zapytała opiekuńczo kobieta.
- Tylor coś wypadło i musze jechać autobusem. –szybko ubrałam cienki granatowy płaszcz i szybko wybiegłam z domu. Do przyjazdu autobusu zostało mi cztery minuty a do przystanku nie miałam tak blisko. Na szczęście szybko biegałam i w ciągu trzech minut znalazłam się na przystanku. Akurat za zakrętem pojawił się autobus. Szybko poprawiłam swoje włosy. Autobus stanął a ja szybko wsiadłam do niego.
   Gdy znalazła się w środku popatrzała na siedzenia. W oddali Rosalie zobaczyła swojego przyjaciela Christiana. Powoli skierowała się w stronę przyjaciela. Chłopak na nią spojrzał i uśmiechnął się.
- Cześć Ros! – powiedział przyjaźnie zabierając plecak z siedzenia, aby dziewczyna usiadła.
- Hej Chris, co tam u ciebie? – zapytała dziewczyna siadając obok przyjaciela.
-  Jak zawsze dobrze. Zdziwiłem się, że ty jedziesz autobusem. – Powiedział uśmiechając się.
- Taylor coś wypadło, więc musiałam jechać autobusem, ale chociaż mam z kim pogadać.
- Napisała mi wczoraj, że jej nie będzie na dwóch pierwszych lekcjach. A umiesz na  sprawdziany? – zapytał chłopak sprawdzając coś w telefonie.
- A jak myślisz przyjacielu? – zapytała Rosalie wyciągając z torby zeszyt z chemii.
- Sądzę, że tam. Ja niestety nie umiem z historii, bo miałem do późna trening.

- Treningi są ważniejsze od nauki. – powiedziała Rosalie patrząc na widok z okna. Chłopak nic nie powiedział tylko pisał coś na telefonie. Rosalie postanowiła, że pouczy się jeszcze z chemii. Jechali już piętnaście minut. Po chwili zatrzymali się przed szkołą. Dziewczyna poczekała aż wszyscy wysiądą. Nie lubiła pchać się więc nauczyła się czekać. Gdy Rosalie wysiadła z autobusu z Christianem. Rosalie poczuła, że ktoś obserwują ją. Szybko popatrzała za siebie i się wystraszyła. Po drugiej stronie ulicy w cieniu stał chłopak w jej wieku. Był ubrany w modne czarne jeansy i doskonale dopasowaną koszulę. Na nogach miał czarne buty i był okryty długim czarnym płaszczem. 

Prolog

     Dawno temu Skandynawie wierzyli, że ich bóstwa mieszkają w innej krainie. Ta kraina nosiła nazwę Asgard. Opowiem wam skróconą historię innej krainy w, której nie mieszkali bogowie tylko zwykli ludzie, którzy przemieniali się w wilki. Każdy człowiek pod normalną postacią miał jedną unikatową moc. Ale nie teraz o tym. Kraina ta nazywała się Green Land.                                                   
     Każda kraina musi mieć władcę, ale nie ta. O władzę nad krainą i poddanymi walczyły dwa wielkie rody, ale nie było tak od samego początku. Pierwszym wielkim królem był Dariusz Drak. Jego zastępcom i pierwszym pierwszym dowódcom wojsk był jego największy przyjaciel Mikael Valdescu.

     Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Jedno wydarzenie rozpoczęło wielką wojnę, w której zginęły tysiące mieszkańców. Wielkie zjednoczone kiedyś królestwo rozpadło się na dwie części.