niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 5

- Co do cholery – zapytałam sama siebie. Ogień nadal się palił, a ja nie wiedziałam co zrobić. Musiałam go jakoś zgasić – Ehh… zgaśnij – pomyślałam i wtem nie oczekiwanie ogień zgasł. Szybko wstałam ze ziemi i pobiegłam czym prędzej do domu. Od razu zamknęłam wszystkie drzwi i okna. Skierowałam się w stronę schodów, które prowadziły do mojego pokoju. Poszłam do swojej łazienki i odkręciłam wodę, która zaczęła stopniowo napełniać wannę. Dolałam do wody lawendowy płyn, który ukajał moje nerwy. Wzięłam długą, odprężającą kąpiel. Następnie przebrałam się i usiadłam na swoim łóżku. Złożyłam swoje ręce i patrzałam na nie. – Zapal się – szepnęłam i wtem w moich dłoniach zapalił się ogień, który nie parzył moich rąk. Zdziwiłam się tym bardzo. Będę musiała koniecznie o tym powiedzieć Taylor. Wtem przyszło mi do głowy, że moja przyjaciółka nie była w szkole. Sięgnęłam szybko do swojej torby, aby wyciągnąć z niego swój telefon. Wybrałam numer koleżanki i czekałam aż odbierze. Niestety nie doczekałam się. Po dwóch razach dałam za wygraną. Przez kilka następnych minut bawiłam się moją nową, lecz dziwną zdolnością. Następnie odrobiłam szybko lekcje i sięgnęłam po swój nowy, biały laptop. Razem z nim usiadłam na łóżku. Weszłam na Facebooka, na którym się nic ciekawego nie działo. Wpisałam w przeglądarkę  o panowaniu nad ogniem. Nic niestety ciekawego nie znalazłam, ponieważ to same bajki. Musiałam nauczyć się panować nad swoją nowa zdolnością. Gdy było po dwudziestej drugiej położyłam się spać. Rano obudził mnie budzik. Usiadłam na łóżku przecierając zaspane jeszcze oczy. Na szczęście nie śniły mi się koszmary jak zwykle. Otworzyłam okno i okazało się, ze dzień jest wręcz upalny. Ubrałam na siebie niebieskie shorty, szarą bokserkę i długa koszulę w kratę. Na nogi włożyłam swoje czarne Conwersy. Długie, czarne włosy spięłam w warkocza, który opadał mi na lewy bark. Wzięłam torbę i zeszłam po cichu na dół.  Skierowałam się w stronę kuchni. Szybko zaparzyłam sobie mocną kawę. Po śniadaniu wzięłam z szafki kluczyki do swojego samochodu. W domu panowała grobowa cisza. Moja mama wróciła dzisiaj nad ranem. Poszłam do garażu. Wsiadłam do swojego BMW i założyłam na oczy okulary przeciwsłoneczne. Torbę rzuciłam na miejsce pasażera. Droga do szkoły ciągnęła się w nieskończoność. Zajęłam ostatnie wolne miejsce na parkingu w zacienionym miejscu. Gdy weszłam do szkoły zobaczyłam Jamesa, który rozmawiał z nie znaną mi dziewczyną. Gdy spojrzał na mnie spiorunowałam go wzrokiem i obojętnie poszłam w stronę swojej szafki. Gdy wkładałam do niej nie potrzebne książki poczułam, że ktoś stoi obok nie. Spojrzałam na tą osobę i uśmiechnęłam się. Ściągnęłam okulary, które powiesiłam na swojej bluzce.
- Hej Ros, czemu nie zadzwoniłaś – spytał mnie Chris uśmiechając się.
- Przepraszam kompletnie zapomniałam – odpowiedziałam zakłopotana. W pewnej chwili zobaczyłam przez jego koszulkę jakieś wielkie rany na ramieniu. Chłopak zauważył, że się na niego patrzę.
- Co się tak patrzysz?
- Masz poparzone ramie – zauważyłam podchodząc do chłopaka.

- E… wiem oparzyłem się wczoraj, ale mnie nie boli – odparł. Gdy chciałam coś powiedzieć Christian pocałował mnie. Kompletnie zdziwiona odwzajemniłam pocałunek. Mój przyjaciel ujął swoimi dłońmi delikatnie moją twarz. Wtem poczułam jak ktoś odciąga mnie do tyłu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz