Spojrzałem na zadowoloną Rosalie, która bawiła się nie wielkim płomieniem. Śmiałem się razem z nią. W pewnej chwili w myślach wezwałem powietrze i rozkazałem ugasić mu płomień dziewczyny. Ten od razu to zrobił.
- Ej, co się stało? – spytała zdziwiona. Ja wbiłem wzrok w drzewo i zacząłem się śmiać. – To twoja sprawa
- Wcale nie. Nie czujesz, ze jest wiatr – palnąłem patrząc kątem oka na nią.
- To ty Jamesie i nie pal głupa
- Oj no dobre panuję nad powietrzem – przyznałem się.
- Bardzo ciekawe – odparła i zaczęła nad czymś myśleć intensywnie. I tak siedzieliśmy w ciszy, a nie chciałem przeszkadzać swojej kuzynce. Ale po upływie kilku minut nudziło mi się okropnie. Gdy spojrzałem na Ros ona wbijała swój wzrok w ziemię. Szczerze nigdy nie widziałem osoby, która by się tak zamyśliła jak ona. Klepnąłem ją delikatnie w ramię. Od razu zamuliła.
- O czym tak intensywnie myślisz? – spytałem ją zaciekawiony
- Zaczynam Ci wierzyć – odpowiedziała szybko patrząc mi prosto w oczy. Zdziwiłem się na jej słowa, a zarazem ucieszyłem.
- Na serio mi wierzysz? – zapytałem ją nie dowierzając nadal
- Serio serio – odpowiedziała bawiąc się swoimi dłońmi. – Mam małe pytanie
- Wal śmiało
- Jeśli pochodzę z twojej krainy, to czy moi rodzice tu nie są nimi? Czy ci tutaj są podstawieni? Jeśli tak czy mam rodziców? Czy oni żyją? – dziewczyna zadała mi mnóstwo pytań na, które nie chciałem odpowiadać, ponieważ obawiałem się ich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz