niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 12

                                                                       James:

- Rosalie przepraszam pomyliłem się, ale tak na prawdę się nazywasz – wyjaśniłem jej patrząc na nią. Ona przez kilka chwil unikała moje wzroku, ale nie dziwię się jej. Spojrzałem na niebo i zauważyłem, że słońce coraz niżej się znajduje.
- nic się nie stało Jamesie. Po prostu pomyliłeś się i już – rzekła spokojnie i posłała mi uśmiech. – To co teraz robimy?
- Teraz idziemy poszukać miejsca na nocleg. Spałaś kiedyś pod gołym niebem? – spytałem ją i zacząłem iść przed siebie. Dziewczyna maszerowała za mną.
- Niech pomyślę… dwa razy na wsi u ciotki – odpowiedziała na moje pytanie.
- A to dobrze – zauważyłem.  Po jakimś czasie znaleźliśmy się na małej polance, która dookoła obrastały gęste krzaki. Idealne miejsce na noc. – Twoim zadaniem zawsze na postojach będzie noszenie drzewa – odparłem. Ta zdziwiona spojrzała na mnie, ale po chwili kiwnęła na zgodę głową.
- Tak jest panie generale ! – krzyknęła śmiejąc się.  W pewnej chwili Ros zniknęła w zaroślach. Ja zabrałem się za układanie kręgu na ognisko. Po kilku minutach usłyszałem krzyk przyjaciółki. Szybko pobiegłem w stronę głosu. Gdy przybyłem na miejsce zobaczyłem Rosalie, która patrzała na zakrwawionego chłopaka, który leżał na ziemi.
- Rosalie spokojnie – powiedziałem zwracając się do kuzynki. Szybko znalazłem się przy rannym . Wyczułem słabe tętno. Jego twarz była poraniona i posiniaczona. Jego koszula, była cała zakrwawiona. Musiał mieć wielką ranę na brzuchu.
~ Ej, słyszysz mnie? – spytałem nie znajomego telepatycznie.  Ten z wielkim wysiłkiem otworzył oczy i spojrzał na mnie. Po chwili stracił przytomność.
~ Tak słyszę Cię – odparł słabo.
~~ Przemień się! – rozkazałem z dumą. Ten zmienił się w czarnego jak smoła wilka.
- Czemu on przemienił się w wilka? - spytała mnie znienacka Ros.
- Dzięki temu, ze się przemienił jego rany szybciej się zagoją – odpowiedziałem na jej pytanie patrząc na nią kątem oka. Zmieniłem się w wilka i na swój grzbiet wziąłem ciało nie przytomnego chłopaka. Zaniosłem go tak gdzie będziemy spali. Położyłem go jak najdelikatniej na gęstej trawie. Następnie przemieniłem się w człowieka i pomogłem nanosić drewna Ros. Potem ona rozpaliła dzięki swojej mocy ogień. Cały czas z zaciekawieniem  patrzała na wilka.
- Szkoda mi go Jamesie – szepnęła cicho.
- Ktoś go nieźle zmasakrował – zauważyłem oczyszczając jego rany.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz