Chrystian:
W pewnej chwili Ros uciekła w stronę głównych drzwi. Spojrzałem z kpiącym uśmiechem na Jamesa. Uczniowie nadal patrzeli na nas.
- I co jesteś z siebie zadowolony? – spytał mnie chłopak patrząc na mnie wrogo.
- To ty wszystko zepsułeś deblu – warknąłem. Wtem ten podszedł do mnie szybko i szepnął mi coś do ucha na co zaśmiałem się kpiąco.
- Nigdy nie wygracie – prychnął i pobiegł za Rosalie. Rozejrzałem się po korytarzy. Większość z nich patrzała na mnie z zaciekawieniem. Westchnąłem cicho i uśmiechnąłem się.
- Co się kurwa gapicie! – krzyknąłem i poszedłem w stronę wyjścia bocznego. Gdy znalazłem się na świeżym powietrzu rozejrzałam się dookoła. Gdy upewniłem się, że nikt na mnie nie patrzy pobiegłem w stronę lasu, ponieważ tam pobiegła Ros i James. Gdy tak biegłem usłyszałem jak ktoś krzyczy. Na skraju polany zobaczyłem moją przyjaciółkę, która darła się na wroga. To była muzyka dla moich uszu.
- Nie wybaczaj mu – szepnąłem sobie w myślach. Po chwili zapłakana dziewczyna usiadła pod drzewem i zaczęła płakać. Obok niej usiadł James i zaczął ją pocieszać. Cholera wszytsko się zepsuło. Zaczęli oni ze sobą rozmawiać i śmiać się. Musiałem podejść bliżej ich, więc zmieniłem się w cień i podszedłem do nich bliżej, aby lepiej słyszeć ich rozmowy. W pewnym momencie on zmienił się przed nią w wilka. Na koniec ona zapytała się jego co z jej rodzicami. U… zaczęło robić się ciekawie i to cholernie.
- Tych ludzi, których uważasz za rodziców nie są nimi. Twoi rodzice nazywali się Renesmee i Tristan Drak i oni nie żyją – odpowiedział na jej pytania cicho. O dziwo bał się spojrzeć się w jej oczy. Wtem zdziwiona dziewczyna spojrzała na niego. Zauważyłem na jej twarzy spływającą pojedynczą łzę. Ona zaczynała mu wierzyć i ufać.
- Dlaczego i jak zginęli? – spytała wbijając wzrok w swojego kuzyna.
- Twoi rodzice chcieli zakończyć konflikt z rodem Valdescu, więc pojechali do Mikaela IV Valdescu i jego żony Sary. Po kilku rozmowach postanowili zakończyć konflikt. Oni i najbliższe rodziny i przyjaciele obu rodów podpisali krwią pakt. Pakt zabezpieczyli zaklęciami. Jeśli ktoś zdradził umierał w męczarniach.
- Opowiadaj dalej, i co przyrzekli w tym pakcie? – chłopak podrapał się po głowie, ponieważ nie wiedział co powiedzieć.
- Jak Ci mówiłem jesteś ostatnią potomkinią głównej linii rodu Drak. Wszyscy tam postanowili, że złonczą najmocniejszą więzią oba rody
- Jaką więzią do cholery?!
- Gdy oni podpisali pakt ty miałaś dwa miesiące, a Lucjusz Valdescu półtorej roku – rzekł przechodząc do setna.
- Co ja mam z tym wspólnego? – spytała dziewczyna. Wyczułem, że byłą coraz bardziej spięta.
- Gdy ty będziesz miała siedemnaście lat, a on osiemnaście musicie związać się węzłem małżeńskim. Dzięki temu kraj na nowo połączy się i zapanuje pokój. Niestety coś się wydarzyło – uśmiechnąłem się triumfując, ale szkoda mi było Ros.
- Co się stało?! – spytała wkurwiona porządnie Ros czekając na dalszą część.
- Brat Mikaela IV był przeciwny temu paktowi. W pewnym momencie zaatakował twojego ojca. I tak się skończyło, że twoi rodzice i Lucjusz zginęli. Najlepszy przyjaciel twojego ojca, a mój tata zabrał się na ziemię – odparł. Z oczu dziewczyny poleciały łzy.
- Jamesie ja nie wiem co powiedzieć – szepnęła wyzierając łzy rękawem bluzy. Po chwili wstała z ziemi. – Musisz mnie…. Mnie tam zabrać – oznajmiła mu. Ja na te słowa szybko teleportowałem się do Akwitanii. Wylądowałem w pokoju Luc’a
- Luc ona chce tu przybyć! – oznajmiłem swojego kuzyna. Ten spojrzał na mnie jak na idiotę, ale po chwili zmienił się.
- Kiedy, gdzie i jak? – zapytał patrząc na mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz